Witold Modzelewski, PiS: Po co w sklepie detalicznym rachunek VAT?

Jak głęboko państwo powinno ingerować w biznes? Czy ma sens projekt ministra finansów, by nawet sklepikarz prowadził rachunek VAT? O rządowych projektach zmian prawa podatkowego rozmawiamy z profesorem Witoldem Modzelewskim, członkiem Rady Programowej PiS.

? Czy uważa Pan, że właściciele małych sklepów mają przed sobą przyszłość?
Autentyczną przyszłością jest odbudowa małych rynków. Do tej pory nastawialiśmy się na zbyt ambitną ekspansję. Z jednej strony upowszechniło się przekonanie, że „Im więcej będę miał sklepów, tym lepiej”, a z drugiej strony „Gdy będę miał renomowanych dostawców, to będę silniejszy”. To dwa błędy. Przyszłość jest w małych związkach lokalnych, znacznie bardziej stabilnych, bezpiecznych. Przez wiele lat wartością w Polsce było to, co jest gdzie indziej. Teraz jest epoka powrotu do odrębności. Zaczynamy cenić oryginalność.
Wyzwalamy się z pewnych kompleksów, z poczucia, że jesteśmy gorsi i dopiero gdy się podciągniemy do wzorców, to będziemy dobrzy. To trwało ćwierć wieku i zapłaciliśmy za to gigantyczne frycowe. Jeśli potrafimy odbudować lokalne produkty, lokalne restauracje, unikatowe, nie podobne, nie sieciowe, to dotrzemy nawet do pokolenia lemingów, którzy kiedyś się też zbuntują. Każda dziedzina jest twórczością. Handel też.

? Jaką formę prawną prowadzenia działalności wybrać, by zminimalizować ryzyko gospodarcze, podatkowe?
W handlu detalicznym czy działalności usługowej zawsze najbardziej adekwatną formą prowadzenia biznesu jest działalność osoby fizycznej. Ma tylko jedną wadę. Katastrofą jest śmierć podatnika, czyli brak ochrony przedsiębiorstwa jako odrębnego bytu ekonomicznego i prawnego w stosunku do majątku nieodżałowanego zmarłego. Mamy bardzo często do czynienia z katastrofą życiową ludzi, którzy nagle się dowiadują, że firmy nie ma, ponieważ umarł właściciel. Biznes w zasadzie się nie podnosi po tak tragicznym zdarzeniu. Gdy się rozwiąże ten problem, to wszystkie pozostałe są prostsze. Uczciwy biznes nie wiąże się z tak dużym ryzykiem jak ono często jest postrzegane, jeśli nie przekracza zdolności zarządczych właściciela. Spółki powstają dla zachowania ciągłości, a nie dlatego, że jest to lepsza forma prowadzenia biznesu, bo ryzyko jest wbrew pozorom bardzo podobne. Aktualny projekt ustawy w związku z sukcesją przedsiębiorstwa osoby fizycznej jest krokiem w dobrą stronę, ale to ciągle nie jest rozwiązanie problemu. Tego stanu rzeczy bez prawa się nie poprawi .

? Ale czy prawo oraz państwo musi aż tak bardzo ingerować, by zmuszać przedsiębiorcę do tworzenia np. kącików do przewijania niemowląt na stacji benzynowej czy do zamknięcia sklepu w niedzielę?
To dyrdymały, że gospodarka istnieje bez państwa. Alternatywą jest: albo sądy, albo mafia. Nie ma gospodarki bez prawa, bo wówczas „rządzi” bezprawie. A państwo tworzy prawo. To, że państwo jest gwarantem interesów, my musimy teraz odkrywać po latach liberalnego ogłupiania nas wszystkich.
Nie rozumiem, dlaczego nie możemy ułatwić życia obywatelowi – niech przewija niemowlaki. A jeśli chodzi o pracę w niedziele, to ustalmy, czego chcemy:
są ludzie, których nie należy zmuszać do pracy wtedy, kiedy inni mogą odpocząć, a nie jest to produkcja ciągła, w której przerwanie procesu technologicznego powoduje nieodwracalne straty.

? Do budżetu wpływają środki z uszczelnianego systemu VAT. Czy projekt podzielonych płatności VAT (split-payment) pozwoli ten proces jeszcze bardziej zintensyfikować?
Split-payment to idea absolutnie niezbędna do wyjścia z tego dołka, w którym jesteśmy. Jeżeli jest coś, co może w sposób zasadniczy uzdrowić wersję VAT obowiązującą w Unii Europejskiej, to podzielone płatności muszą być takiego systemu częścią. Natomiast zdecydowanie krytycznie odnoszę się do koncepcji, którą wypracowało obecnie Ministerstwo Finansów. Po pierwsze, nie zrealizuje celu uszczelniającego, a jednoczesnie zrobi coś gorszego, bo skompromituje sam pomysł. Wersji tego rozwiązania jest wiele. Ta, która niestety została przyjęta przez rząd, nie będzie działać, ponieważ daje tak nikłe przywileje, że podatnik nie będzie zainteresowany wpłacaniem części faktury na rachunek VAT dostawcy. Płatność podzielona jest w tym projekcie dobrowolna, a w dodatku wymaga zgody dostawcy na to, by mu część pieniędzy zamrozić.Sam pomysł, żeby otworzyć wszystkim rachunki VAT, jest absurdalny. Po co w sklepie detalicznym rachunek VAT? Przecież konsument na niego nie wpłaci, więc same założenia, na których buduje się ten projekt, świadczą o niezrozumieniu problemu przez autorów.

? To może pomysł zastąpienia deklaracji VAT plikami JPK (Jednolity Plik Kontrolny*) pozwoli uszczelnić system?
Podatek deklaracją stoi. Jedynym sposobem komunikacji podatnika z władzą jest jego deklaracja, na podstawie której określane są przez samego podatnika zobowiązania podatkowe: podstawa i podatek. Organy skarbowe formalnie kontrolują (proceduralnie) nikły procent tych deklaracji. I nagle pojawia się pomysł, który jest absurdem, żeby ten podstawowy fundament, na którym stoi cały współczesny system podatkowy (nie tylko w Polsce), gdzieś roztopić, rozpuścić w morzu zbędnych informacji dotyczących ewidencji podatkowych.
Jednolity Plik Kontrolny jest dzieckiem lobbingu, niczego więcej. Twierdzi się, że to jest – powtarzam za kimś – sposób na uszczelnienie podatku. Czy liczba sprawozdań, które składają podatnicy, w jakikolwiek sposób jest skorelowana z rzetelnością naszych rozliczeń podatkowych? No nie, wręcz przeciwnie. Informacje, które są przekazywane w JPK, w 99 procentach nikomu nie są potrzebne. Rzeczywistości nie da się inaczej poznać niż empirycznie, czyli gdy się sprawdzi, czy faktura, która została zewidencjonowana, potwierdza rzeczywisty zakup towarów. Przekazując JPK, wiemy tylko, że ewidencje są prowadzone. Nie wykrywa się w ten sposób fałszywych faktur. Gdy ktoś wystawia fałszywą fakturę, to również wprowadza się ją do ewidencji, by na tej podstawie wyłudzić VAT. Faktura fałszywa zewnętrznie niczym się nie różni od prawdziwej, dopiero trzeba ją skonfrontować z rzeczywistością. Jest to temat pod tytułem „Jak dać zarobić biznesowi elektronicznemu na podatnikach”. Po co te biliony informacji? Przecież idzie o kilka procent faktur, a wiemy, że najłatwiej w lesie ukryć liść. Trzeba władzy podrzucić te biliony informacji i niech sobie szuka fałszywych faktur. Przecież JPK nawet nie jest dowodem w postępowaniu podatkowym. To pozorne działania, które obciążają podatników gigantycznymi kosztami, topią władzę w dużej ilości informacji, którymi nikt nie umie zarządzać: zresztą po co to robić? Może warto sprawdzić, kto przekonał polityków do wprowadzenia tych obowiązków? Nie było ich przecież w deklaracjach wyborczych PiS, który wreszcie musi zacząć realizować swój program wyborczy.