Kujawsko-pomorskie: Warto sprzedawać produkty regionalne

Statystyki mówią, że w Kujawsko-Pomorskiem sprzedaż systematycznie rośnie, a przedsiębiorcy pozytywnie oceniają koniunkturę – tak wynika z danych GUS. Jednak dobra sytuacja nie dotyczy całego regionu. To obszar dużych kontrastów.

Jeśli analizujemy potencjał województw, kujawsko-pomorskie plasuje się najczęściej w środku skali. Według wielkości sprzedaży detalicznej zajmuje dziewiąte miejsce w Polsce. Tyle statystyka. W rzeczywistości to region dużych kontrastów: z bogatymi stolicami oraz wyludniającymi się Kujawami. Właśnie teraz, w 2017 roku, odnotowano najmniejsze od dawna bezrobocie w Bydgoszczy – 4,3 proc. Najtrudniej jest w okolicach Włocławka, gdzie w czerwcu 2017 roku bezrobocie było bardzo duże, aż 19 proc. Tak znaczne terytorialne zróżnicowanie możliwości nabywczych mieszkańców skłania kupców do poszukiwań nowych, bogatszych rynków, na przykład w aglomeracji bydgosko-toruńskiej lub na terenach turystycznych czy uzdrowiskowych. Z sukcesem, bo GUS odnotowuje w Kujawsko-Pomorskiem stały wzrost sprzedaży (rok do roku). Szefowie firm handlujących detalicznie oraz hurtowo pozytywnie oceniają koniunkturę (dane z sierpnia 2017 roku). Za czynnik utrudniający rozwój uważają silną konkurencję, zwłaszcza wśród detalistów, oraz wysokie koszty zatrudnienia.

Jak walczyć z Goliatami?
W dużych miastach królują duże sieci i sklepy wielkopowierzchniowe. W miejscowościach zamieszkałych przez mniej niż 5 tysięcy osób sklepy małoformatowe praktycznie nie mają konkurencji. Niezależnie od lokalizacji, dobrze funkcjonują placówki specjalistyczne, np. mięsne lub piekarnie, które wykazują stały wzrost klienteli i obrotów. Lokalne małoformatowe sklepy spożywcze mogą konkurować z sieciówkami i dyskontami, sprzedając towary tam niedostępne. Chodzi o wyroby lokalnych firm, mniejszych niż gigantyczne przetwórnie spożywcze. Jeśli niewielki sklep nie może utrzymać się samodzielnie, pokusą dla właścicieli będzie dołączenie do któregoś z systemów franczyzowych. Jednak tylko franczyza miękka, nienarzucająca bardzo sztywnych reguł, może pogodzić możliwość sprzedaży lokalnych wyrobów ze wsparciem franczyzodawcy.
– Zmiany, które zaszły na rynku w ciągu ostatnich trzech lat, były przewidywalne – analizuje sytuację Zdzisława Michlewska, właścicielka hurtowni MIBOX z Bydgoszczy. – W całym kraju sieci dyskontowe urosły w siłę, a super- i hipermarkety przejęły strategie dyskontowe. Prywatnych niezależnych hurtowni prawie już nie ma. W Kujawsko-Pomorskiem jesteśmy jednym z najdłużej funkcjonujacych centrów dystrybucyjnych, a działamy już 27 lat. Sytuacja jest statyczna i stagnacyjna. Nie rozwija się, bo nie może. Dyskonty wraz z super- i hipermarketami wykazują wzrost wolumenu sprzedaży o 9% rocznie. Szacunki zakładają wzrost przychodów Biedronki do 2021 roku do 13,642 mln euro, Lidla – do 5,738 mln euro, marketów Aldi – do 473 mln euro. Biorąc pod uwagę te wskaźniki, można sobie odpowiedzieć na pytanie, co stanie się z z firmami rodzinnymi.

Lokalne sieci handlowe
Sieci w Kujawsko-Pomorskiem mają swoją specyfikę. Tu powstała, rozwijała się i przechodziła własnościowe przeobrażenia największa Polska Sieć Handlowa Lewiatan. Logo sieci widnieje obecnie w około 3000 placówek handlowych działających na terenie całego kraju na zasadzie franczyzy. Ciekawą regionalną siecią jest Gzella z Borów Tucholskich: obecnie ma już ok. 200 sklepów nazwanych Delikatesami Mięsnymi. Zaczęło się od produkcji i pojedynczego sklepu. Gdy firma powstawała w 1985 roku, wykorzystywała regionalny surowiec do produkcji swoich wyjątkowych wyrobów. Teraz surowiec kupuje również gdzie indziej, ale też na innych rynkach sprzedaje własne produkty: wyroby Gzelli można kupić nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach Europy. W 2016 roku firma zyskała uznanie konsumentów za produkty bezglutenowe.

Zarobić na festynach i targach
Mieszkańcy Kujawsko-Pomorskiego lubią robić zakupy na straganach i targowiskach. W regionie istnieją 133 stałe targowiska oraz 267 sezonowych. Do tego dochodzą organizowane przez samorządy lub grupy inicjatywne imprezy, na których można poznać i kupić lokalne produkty. W tym roku były to między innymi Święto Toruńskiego Piernika, Festiwal Wisły czy Festiwal Smaku w Gucznie. Stoisko na regionalnych targach to dobry pomysł dla sklepów, które mają w ofercie miejscowe produkty. Bo takie właśnie towary bywalcy festynów są skłonni kupować. Liczy się dobry pomysł i prezentacja kilku wybranych pozycji z oferty własnej. Na przykład we Włocławku podczas Festiwalu Wisły jedno stoisko przyciągało rzesze klientów. Jego charakterystyczną cechą było to, że sprzedawało zestaw rożnych ciasteczek za 10 zł. Można było też kupić poszczególne smaki, ale większość klientów wybierała komplet. Sprzedaż z godziny na godzinę się rozkręcała, a sprzedawcy nie nadążali z pakowaniem. Podczas sierpniowych festynów w Kujawsko-Pomorskiem można też było zaobserwować pewną prawidłowość związaną z cenami. Tam, gdzie sprzedawcy nie pokazywali tabliczek z cenami (lub ceny były wyższe od standardowych w mieście), stoiska otaczał wianuszek zainteresowanych osób, ale do transakcji dochodziło bardzo rzadko. Sytuacja zmieniała się nieco pod wieczór. To była pora dnia, w której więcej osób miało ochotę zrobić zakupy za większe kwoty. Niestety, w tym roku w Toruniu pogoda psuła wieczorny handel pod chmurką. Kupcy z województwa kujawsko-pomorskiego mogą rozważyć uczestnictwo w festynach, targach i świętach smaku nie tylko blisko swoich punktów sprzedażowych, ale również poza województwem. Z ich rodzimych stron wywodzi się bowiem kilka produktów godnych „wyeksportowania” na targowiska w innych regionach.

Regionalne, wyjątkowe
W Kujawsko-Pomorskiem jest kilka sławnych, wyjątkowych, doskonałych produktów FMCG, które w pozostałej części Polski są trudne do kupienia. Niestety, niektóre z nich nie są powszechnie dostępne nawet w tym regionie. Jednym z kultowych wyrobów jest ketchup z Włocławka. Choć od kilku lat produkowany jest w zakładzie w Łowiczu, to w Kujawsko-Pomorskiem można go kupić w różnych opakowaniach i mocy (łagodny, ostry) praktycznie w każdym sklepie. Natomiast poza tym województwem produkt jest trudno dostępny. Jeszcze gorzej wygląda sprawa z piernikami. Przyjeżdżającym do Kujawsko-Pomorskiego wydaje się, że w każdym miasteczku będą mogli schrupać słynne toruńskie pierniki. Okazuje się, że nie jest to wcale proste. Te najsławniejsze, z Fabryki Cukierniczej Kopernik, można kupić w sklepach firmowych, ale wiele sklepów małoformatowych nie ma ich na półkach. To brak w zaopatrzeniu, który warto, zwłaszcza w miejscowościach turystycznych, uzupełnić. Wyraźny też jest w sklepach niedobór gęsiny, którą silnie promuje Instytut Zootechniki z Kołudy Wielkiej oraz kujawsko-pomorski Urząd Marszałkowski. Głośno o gęsinie jest zwłaszcza pod koniec października, gdy zbliża się dzień św. Marcina, który właśnie z pieczoną gęsią się kojarzy. Jednak regionalni sprzedawcy mogliby z tej reklamy korzystać cały rok i wprowadzać do sprzedaży produkty z gęsiego mięsa, półgęski, gęsi smalec czy porcje rosołowo-czerninowe. Klienci z zachodu Europy już dawno docenili walory kołudzkiej owsianej gęsiny. Sól z Ciechocinka i pokrewne z nią wyroby kosmetyczne doskonale sprzedają się na miejscu, zwłaszcza pod tężniami. To towar o długim okresie przydatności do użycia, więc nie trzeba się obawiać strat z powodu złej rotacji. Ciechocińska Sól Spożywcza wpisana została na Listę Produktów Tradycyjnych, czym doskonale koreluje z trendem zakupowym produktów regionalnych. Można ją kupić przez internet, ale w lokalnych sklepach już nie zawsze.