Krzysztof Tokarz, prezes zarządu G.K. Specjał: Dobre miejsce do robienia biznesu

O powstaniu, rozwoju i ekspansji swojej firmy oraz przywiązaniu do rodzinnego miasta opowiada Krzysztof Tokarz, prezes zarządu Grupy Kapitałowej Specjał, zajmującej się głównie obrotem hurtowym i detalicznym m.in. w branży spożywczej. Jego firma właśnie otrzymała nagrodę Podkarpackiego Klubu Biznesu za duży wkład w rozwój gospodarczy Podkarpacia.

? Zaczynał Pan w 1990 roku od pożyczki dla bezrobotnych, sklepu we własnym domu i to w mieście, które wówczas nie było metropolią.
Rzeszów był wtedy jednym z mniejszych miast wojewódzkich. Ale powstawały tu i rozwijały się wyższe uczelnie, miasto przyciągało młodych ludzi, którzy później zostawali i wnosili do Rzeszowa swój potencjał. Ze strefą ekonomiczną związał się duży przemysł, zwłaszcza lotniczy. Powstało lotnisko i liczne zakłady przemysłowe, na przykład WSK czy Zelmer, które długie lata świetnie funkcjonowały, zatrudniały ludzi i dawały sensowne wynagrodzenia.

? Pan również przyczynił się do rozwoju miasta: powiększając firmę, tworząc targi, zatrudniając ludzi.
Targi to jeden z ważniejszych elementów promocji Rzeszowa, przyciągają sporą grupę wystawców i klientów. Dużo osób je zwiedza. To znacząca impreza.

? Skąd się wziął pomysł na pierwsze targi?
Podglądaliśmy konkurencję i firmy z regionu, które robiły tego typu imprezy. Dla nas wówczas konkurencją były Tradis, Bać-Pol. Obecnie imprezę targowo-wystawienniczą robi tylko Specjał. Pierwsze targi organizowaliśmy w salkach i na korytarzach hotelu Rzeszów. Udało się. Kolejne rozwijaliśmy, dopracowywaliśmy szczegóły, uczyliśmy się. Teraz nasze targi są największe w regionie, ogólnopolskie. Nie tylko spożywcze, lecz także biznesowe, medyczne, samochodowe. Wystawców jest wielu. Przez powiązania różnych dziedzin i współdziałanie wszystkim się to opłaca. Gdy po targach wystawcy podliczą korzyści w postaci zawartych kontraktów, chętnie biorą udział w kolejnej edycji. Z roku na rok mamy lepsze efekty handlowe i jesteśmy zadowoleni. Za nami rekordowa XX edycja.

? Na początku był sklep, a potem…
Działalność hurtowa oparta na kilkunastu hurtowniach patronackich. Wtedy handel koncentrował się w miejscach, które dziś nazwalibyśmy giełdami hurtowymi
w stylu cash and carry. To była bardzo korzystna dla wszystkich stron forma handlu. Tania, ponieważ nie było wysokich marż, a klienci nie praktykowali aktywnej dystrybucji, dowożenia do sklepów. Teraz nie mamy już tego typu punktów sprzedaży. Koncentrujemy się na handlu aktywnym, w którym istotną rolę odgrywają przedstawiciele handlowi, zbieranie zamówień, e-hurtownia oraz dowóz w ciągu 24 godzin. Dopóki coś się na rynku nie zmieni, będziemy się z klientem komunikować właśnie w ten sposób.

? Agencja ochrony powstała, by chronić własne sklepy czy z myślą o dochodowym biznesie?
Były w okolicy firmy ochroniarskie, z których usług korzystaliśmy, ale po przeliczeniu kosztów i spenetrowaniu rynku stwierdziłem, że opłaca się wejść w tę branżę. Musiałem szybko temat poznać, a nawet zrobić studia podyplomowe z zakresu ochrony fizycznej, żeby otrzymać licencję. I tak zostałem “ochroniarzem”.

? Co uznaje Pan za swój największy sukces w XX wieku?
To, że przeżyliśmy to wszystko. Te pierwsze 10 lat działalności, od zera do mocnej hurtowni regionalnej. Po 10 latach mieliśmy kilkanaście sklepów, agencję ochrony i hurt medyczny. Zdywersyfikowaliśmy dochody. Wtedy ukształtował się kręgosłup całej grupy kapitałowej Specjał.

? XXI wiek to już przejęcia firm, ekspansja na Polskę, przeniesienie głównej siedziby do Warszawy. Pan jednak nadal kieruje firmą z Rzeszowa.
Czas dojazdu z Warszawy do Rzeszowa samochodem to nadal około pięciu godzin. Ta droga odstrasza niektórych potencjalnych klientów i partnerów handlowych. Dlatego podjęliśmy decyzję o utworzeniu centrali w Warszawie. Tam mamy inne budżety, inaczej się współpracuje z producentami. To była dobra decyzja, ale kluczowi ludzie firmy pochodzą z Rzeszowa. Główne działy: księgowość, finanse, administracja, są na miejscu i tego nie chcemy zmieniać. Tutaj są dobrzy fachowcy, trochę tańsi niż w Warszawie. Biorąc pod uwagę koszty, to się opłaca. Ja bardzo często wyjeżdżam, ale lubię to, więc nie narzekam.

? Jakie trzeba mieć cechy, by podołać Pańskim codziennym wyzwaniom?
Trzeba być pozytywnie nastawionym do życia i do prowadzenia działalności, bo problemów, z jakimi spotyka się przedsiębiorca jest tyle, że osoba mniej wytrzymała psychicznie dawno by rzuciła biznes i zatrudniła się u kogoś. Potrzebna jest wiara, że jednak się uda i parcie do przodu. Biznes FMCG jest trudny, a nawet coraz trudniejszy. Gdy zaczynaliśmy, to była bajka. Nie było towaru, byli klienci, wystarczyło zdobyć towar. Obecnie jest go dużo, klientów mniej, a pieniędzy za towar na rynku – jeszcze mniej. To już przestał być prosty handel, a jest biznes oparty na kalkulacjach, na ułamkach procentów, na bardzo mocnych optymalizacjach.
Jeżeli ktoś sobie nie zdaje z tego sprawy, nie potrafi liczyć, to go na rynku nie ma.

? Jakie widzi Pan największe zagrożenia dla handlu FMCG?
Częste zmiany prawa, takie choćby, jak ustawa o przewadze kontraktowej, zawierają wiele niedomówień. My chcemy robić wszystko zgodnie z przepisami, ale jest tak dużo niejasności prawnych, że trudno się do nich szybko dostosować. Mamy sztab ludzi oraz możliwość korzystania z firm doradczych ale i tak nie nadążamy za zmianami. Współczuję małym firmom, które nie dysponują takim zapleczem. Przydałby się spokój legislacyjny.

? Klienci detaliczni są coraz bardziej wymagający: korzystają z porównywarek cenowych i dowozu towaru, kupują w e-sklepach. Czy spożywcza część Grupy Specjał planuje szybki rozwój w wirtualnej rzeczywistości?
Kierunek, w jakim przekształca się rynek, to komputeryzacja i zmniejszenie bezpośredniej obecności klienta w sklepie. Nie można tego bagatelizować, więc przyglądamy się, ale zwracamy też uwagę na rentowność takich modeli sprzedażowych. Na razie w sektorze spożywczym jest mała. Wiemy, jak prowadzić e-sklep, ale nie chcemy dopłacać do biznesu. Pewnie za kilka lat się do niego przymierzymy.

? Co Pan sądzi o najnowszych projektach zmian legislacyjnych dotyczących handlu spożywczego?
Handel w niedziele – optowaliśmy za tym, żeby wszystkie sklepy były zamknięte. Także obsługiwane przez właścicieli i na stacjach benzynowych. Pytaliśmy naszych franczyzobiorców i większość odpowiedziała, że nie chcą pracować w niedzielę, wolą poświęcić czas rodzinie i odpocząć. Niestety, ustawa ma wiele wyłączeń. Mam nadzieję, że w praktyce jej istota nie zostanie wypaczona. Druga zmiana to ograniczenie punktów sprzedaży alkoholu. Nie spowoduje to spadku spożycia alkoholu. Pojawi się szara strefa, bimbrownie, meliny, przypadki zachorowań. Ale zrobimy tak, jak zdecyduje ustawodawca.

? Mamy obecnie niskie bezrobocie, tak zwany rynek pracownika. Jak to wygląda na Podkarpaciu?
Rynek pracownika będzie trwał, dopóki utrzyma się koniunktura. Z kadrą menedżerską nie ma problemu, ponieważ jest ustabilizowana, a firma daje możliwość rozwoju. Natomiast z podstawowymi stanowiskami jest problem: sprzedawcami, magazynierami, kierowcami, bo na Podkarpaciu mamy statystycznie najniższe bezrobocie od 25 lat. Odbija się to
na jakości pracy – pracownicy są mniej zaangażowani.

? Czy Grupa Specjał ma jakiś sposób, by pracownicy identyfikowali się z firmą?
Staramy się płacić rynkowo i korzystamy z wielu okazji do integracji pracowników. Organizujemy konkursy dla dzieci, zabawy, a dla dorosłych wspólne wyjazdy. Dążymy do tego, aby firmę traktowano nie tylko jako miejsce pracy, lecz także jako sposób znalezienia przyjaciół, co sprzyja spotkaniom w wolnym czasie, wycieczkom. Szkolimy menedżerów
z komunikacji z pracownikami. Na początku działania element socjalny mieliśmy bardzo rozwinięty. Teraz wracamy do tego stylu, bo jesteśmy przekonani, że zmniejsza rotację pracowników, a praca staje się bardziej wydajna i sensowna. Mamy fajną, zżytą kadrę. Niedawno wręczaliśmy medale przyznane przez prezydenta rzeczypospolitej dla 20 osób pracujących 15–25 lat. Oni uczestniczyli w budowie pierwszej organizacji.