Janusz Trendewicz, Stock Polska: Historia amerykańskiej whisky

Polacy coraz chętniej sięgają po nowe trunki, zmienia się świadomość konsumentów, tego co piją i jak to robią. Cenią sobie coraz bardziej smak i wyjątkowość alkoholi. O historii Jim Beam’a, piciu i sprzedawaniu whisky rozmawiamy z Januszem Trendewiczem – Whisky Brand Ambasadorem w Stock Polska.

? Jakie trendy zaobserwować możemy w piciu alkoholi na świecie?
Kilka lat temu zaczęła się moda na picie whisky – stało się sensowne, modne i pożądane. W tej chwili podobną drogę przechodzą takie alkohole, jak rum
i gin. Następuje zmiana tego, co i jak pijemy. Jest inna świadomość konsumentów. Dzisiaj ludzie chcą pić dla smaku, a nie dla upojenia alkoholowego.

? Co wyróżnia polski rynek alkoholi?
W tej chwili jesteśmy pełnoprawnym i równoprawnym członkiem rynków światowych. Oczywiście mamy swoje naturalne tendencje – wszyscy lubimy bardziej słodkie, niż wytrawne, ale z drugiej strony dość mocno lubujemy się w koktajlach sour. Dla jednych liczy się cena – najniższa, a dla drugich wprost przeciwnie, kupują alkohol za kilka tysięcy euro i traktują to jako inwestycję lub dla smaku. Polski rynek rozwija się i wzrasta, jeżeli spojrzymy w ogólnorynkową kategorię whisky – widoczny jest znaczący wzrost.

? Jak się pije whisky? Czy da się to zdefiniować?
Zbyt często przywiązujemy wagę do tego, co wypada, a co nie. Fred Noe – (potomek Jima Beam’a, przyp. red) mówi: Pij whisky tak jak Ci smakuje –
i ja się pod tym podpisuję. Oczywiście nalewając do szklanki, tą trzydziestoletnią, wypada okazać odrobinę szacunku i przynajmniej nie mieszać jej z colą.

? Które z amerykańskich whisky są najbardziej popularne w Polsce?
Polacy whisky amerykańską utożsamiają z produktem wysokiej jakości. Od kilku kwartałów to Jim Beam jest numerem jeden w Polsce pod względem sprzedaży w kategorii amerykańskiej whisky*.

? Czy w historii Jima Beam’a jest coś, o czym powinien wiedzieć każdy, kto odkręci butelkę?
Uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Historia Jim Beam’a jest w pewnym sensie historią Stanów Zjednoczonych w pigułce, to też historia przed-
siębiorczości i obraz amerykańskiego snu, gdzie każdy może osiągnąć sukces. Wszystko to historia blisko ośmiu pokoleń destylerów, którzy przekazują ją
z dziada pradziada, już ponad 200 lat.

? Jak sprzedawać tego typu alkohole, na co zwrócić uwagę?
Sprzedawać przede wszystkim prawdziwie, naturalnie. To są produkty, które się bronią smakiem i historią. Czasami po prostu trzeba uchylić rąbka tajemnicy, zawsze dobierać indywidualnie. Dla jednego, będzie to torfowy Single Malt pokroju Laphroaig’a, czy Bowmore’a, dla drugiego będzie słodki Bourbon (Maker’s Mark), a jeszcze dla trzeciego, wyjątkowy Brooker’s – pierwsza na świecie amerykańska whiskey zabutelkowana z mocą 63, 7.

? Mówisz, że nic nie dzieje się bez przyczyny – jak zostałeś ambasadorem marki? Skończyłeś przecież historię i jesteś też specjalistą od spraw ekonomicznych…
Mam za sobą nawet 4 lata w Niższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Markowicach koło Inowrocławia.

? Dlaczego zrezygnowałeś?
To nie była moja droga. Zawsze wybieram rzeczy, które są spójne ze mną, w których się odnajduję. W Seminarium się nie odnalazłem, chociaż linia pomiędzy spowiedzią, a tym co ludzie opowiadają, kiedy siedzą przy barze, nie jest znowu tak daleka. Jedno i drugie uczy słuchania, ale tak… to jest dosyć szeroka paralela. W latach 90-tych, kiedy zaczynałem pracę jako barman, nikt nie wybierał takiej drogi zawodowej świadomie. Dziś mogę powiedzieć nieskromnie, że jestem bardzo dobrym teoretykiem alkoholoznawstwa. Nie tak dawno czytałem artykuł, w którym pisano, że około 15 procent zawodów, które w tej chwili wykonujemy – nie istniało jeszcze kilkanaście lat temu. Trochę tak jest z moim zajęciem, które jest niby czysto szkoleniowe i w bardzo specyficznej branży…
Uważam, że nie jest ważne, co robisz, tylko czy robisz to dobrze i czy wkładasz w to serce.

? Jesteś pasjonatem, łączysz pracę ze swoim hobby. Za co lubisz swoją pracę najbardziej?
Za to, że jestem mentalnie młodszy niż większość moich rówieśników. Mam nieustający kontakt z ludźmi i bardzo mi to odpowiada. Non stop w moim otoczeniu zachodzą zmiany. To jest coś co się lubi lub nienawidzi. Ja jestem przedstawicielem tej pierwszej grupy. Zdecydowanie to lubię.
Ja mam to niesamowite szczęście, że moja praca jest moją pasją. Czuję, że się w niej spełniam. Ktoś mi kiedyś powiedział, że kiedy stoję ze szklaneczką Jima Beam’a i zaczynam mówić o whisky, to aż mi się oczy świecą i pewnie coś w tym jest.