Jak sprzedać zwykłą wodę?

Wydaje się, że nie ma sensu kupowanie wody butelkowanej, skoro w każdym domu jest jej pod dostatkiem. Producenci kreują wciąż nowe pomysły, by zarobić na tak powszechnym produkcie. Dodają smaki, zmieniają opakowania i nazwy.

Za 1 m3 zwykłej „kranówy” mieszkańcy Warszawy płacą około 3,90 zł. Czyli za litr 0,0039 zł. A za najtańsza wodę w butelce PET około 0,4 zł. W opakowaniu 6 litrowym około 0,25 zł. Niezłe przebicie i warto na tym zarobić. Warszawska woda nadaje się do picia prosto z kranu, dlatego akurat ten przykład świetnie służy do porównań. Oczywiście płynąca w kranie woda nie pochodzi ze źródeł, nie jest naturalnie mineralizowana i podlega oczyszczaniu. A za naturalność się płaci!

ZABRAĆ ZE SOBĄ

Butelkowanie wody pozwala ją ze sobą zabrać, pić poza domem. Tak było przed wiekami na pustyni i tak jest teraz choćby podczas trekkingu. Oczywiście wodę transportowano w dużych pojemnikach od zarania dziejów, ale handel mniejszymi opakowaniami na terenie Europy jest powiązany z uznaniem uzdrowisk i wód ze źródeł leczniczych. W XIX wieku butelki zamykano korkiem i obwiązywano drutem – przypominały nieco zamknięcia szampana. Wraz z rozwojem przemysłu zastosowano nowe techniki – używano gumowych uszczelek, ceramicznych korków i sprężynowych mechanizmów blokujących, kapsli. Potem pojawił się plastik, który był lżejszy niż szkło, nietłukący się i o wiele, wiele tańszy. Amerykański inżynier Nathaniel Wyeth, po tysiącach prób, pokazał światu w 1973 roku swój wynalazek – pierwszą butelkę do napojów wykonaną z polimerów opartych na nylonie. Udoskonalając produkt w końcu użył politereftalanu etylenu czyli PET-u.

WODA UZDRAWIA

Wodę kupowano i kupuje się nadal, aby nawodnić ciało oraz by je wyleczyć, korzystając ze szczególnych składników rozpuszczonych w H2O. Mimo dużej dbałości o produkt, wody mineralne butelkowane od XVIII wieku traciły swoje właściwości, a nawet ulegały skażeniu. Handlarze płacili duże odszkodowania klientom, których wody nie nadawały się do spożycia. Na terenie CK Austrii handel wodami mineralnymi podlegał nawet nadzorowi policyjnemu. Tym niemniej lekarze zapisywali spożycie określanej wody na receptę i handel się rozwijał. Kupowano niemieckie Appolinaris, Kaiserwasser i Selters; francuskie Vichy, czeskie Mattoni, węgierskie Hunyady Janos i Apenta; japońskie Tan-San i Hirano, kaukazki Narzan. W miarę upływu czasu przybywało rodzajów wód, wykonywano nowe studnie, odwierty. Zachwalano szczególne właściwości wody z poszczególnych ujęć. Tak jak np. debiutująca ostatnio w Polsce woda Ostromecko. Dystrybutor podkreśla, że jej źródło „ukryte jest w rezerwacie, w którym natura ma swoje prawa. Woda Ostromecko pochodzi ze Źródła Maria w rezerwacie przyrody Las Mariański – jednego z najczystszych i nietkniętych przez człowieka terenów leśnych na świecie, należącego do Zespołu Parków Krajobrazowych Chełmińskiego i Nadwiślańskiego”.

NA BAZIE WODY

Tworzenie napojów jest nam znane od setek lat. Najpierw powstawały napary ziołowe, potem kompoty i soki. Do wszystkich potrzebna była najpierw woda ze studni, źródła, potoku. W połowie VIII wieku woda została sztucznie nagazowana. Po latach, w dobie rozwoju produkcji przemysłowej, zaczęto wytwarzać napoje mocno dosładzane. Współcześnie jednak, oprócz napojów typu lemoniada, owocowe gazowane, cola itp., trafiają na półki sklepów wyroby dla konsumentów, którzy chcą pić wodę, jednak nie chcą spożywać cukru lub słodzików oraz barwników, ale nie zamierzają rezygnować z owocowych czy ziołowych smaków. W odpowiedzi na te życzenia konsumentów pojawiają się na półkach sklepowych napoje różniące się od czystej wody jedynie dodatkami smakowymi, początkowo z nutami owocowymi, a ostatnio z bardzo wyrafinowanymi kompozycjami smaków i zapachów.

Podczas ostatnich targów napojów World Beverage Innovation Awards, w tej kategorii zwycięzcą został australijski CAPI’s Lemongrass & Ginger Mineral Water. Woda użyta do produkcji pochodzi z górskiego rejonu stanu Wiktoria. Jest naturalnie zmineralizowana, naturalnie lekko musująca. Dodawane są do niej ekstrakty trawy cytrynowej i imbiru. Woda wzbogacana wodorem HFACTOR Water z USA, również zachwyciła jurorów na World Beverage Innovation Awards. Producent zapewnia, że picie tego napoju niesie ze sobą korzyści prozdrowotne. Na swojej stronie internetowej zapewnia: “badania wykazały, że woda z wodoru może pomóc osiągnąć szczytową wydajność, szybciej się zregenerować, zwiększyć krążenie krwi, pomaga w pielęgnacji skóry, łagodzi alergie i zmniejsza stan zapalny.” Należy wypić ją w ciągu 30 minut od otwarcia butelki. Podobno zawartość nie smakuje jak woda z kranu i jest tyko minimalnie nasycona gazem. Część blogerów informuje, że nie każdy konsument dobrze reaguje na ten produkt. Inni twierdzą, ze wręcz „dodaje im skrzydeł”. Z pewnością jest to bardzo innowacyjny wyrób w tym segmencie produktów, który choćby z tego powodu zasługuje na uwagę. Finalistą WBIA w kategorii na najnowszy koncept został napój o nazwie Byarozavik Birch Tree Water. Nazwa wskazuje na wodę, więc trzeba się temu przyjrzeć. Okazuje się, że jest to po prostu sok z brzozy białoruskiej zapakowany w plastikowe butelki PET, zapewniające trwałość produktu przez 9 miesięcy. Może dla nas – Słowian nie ma w tym napoju niczego nowego i nie jest to dla nas woda, ale warto odnotować trend.

KONTROWERSJE WOKÓŁ WODY

Kategoria tzw. „wód smakowych” jest to kategoria sztucznie stworzona, nie jest ujęta w przepisach prawa żywnościowego. Jest to nazewnictwo, wprowadzające konsumenta w błąd. Tzw. „wody smakowe” to nic innego jak napoje pozbawione barwników, najprawdopodobniej w celu upodobnienia się do klarownej wody. Zgodnie z polskim prawem naturalna woda mineralna, do której dodano składniki rodzaju: sok, konserwant czy cukier, staje się zwykłym napojem, gdyż traci wówczas właściwości naturalnej wody, nie może więc być nazywana wodą i nie powinna być promowana jako woda. Nagminne jest jednak prezentowanie tychże napojów w sklepach na półkach z wodami, co jest rodzajem manipulacji konsumentem – mówi Jolanta Dudek Sidor, Kierownik Uzdrowiskowego Laboratorium Analitycznego