Zakaz handlu w niedzielę – wygrały mikro-sklepy

Opadły już emocje związane z zakazem handlu w niedziele. Do niehandlowych niedziel przyzwyczaili się zarówno klienci jak i – handlowcy. Kto na tych ograniczeniach stracił, a kto zyskał?

Zakaz handlu w niektóre niedziele obowiązuje od marca 2018 roku. Od kilku tygodni obserwujemy ukazujące się w mediach podsumowania tych kilku miesięcy z ograniczeniem handlu. My też pokusiliśmy się o takie podsumowanie, a swoje wnioski oparliśmy o rozmowy z przedstawicielami sklepów, klientami i pracownikami punktów handlowych oferujących produkty spożywcze.

 KLIENCI

Już wiemy, że zmiana zaszła głównie w mentalności klientów. Tylko podczas pierwszych tygodni, w których obowiązywało ograniczenie handlu, mocno wzrastały zakupy w piątki i soboty. Jednak z czasem ludzie się przyzwyczaili, przestali robić wielkie zapasy. Dlatego sobotnie obroty, choć faktycznie nieco większe niż przed wprowadzeniem ustawy, nie są wyjątkowo nasilone. We wrześniu w soboty, już w godzinach popołudniowych, warszawskie sklepy nie były zatłoczone. Większy ruch panuje rankami. Być może miało to związek z pogodą, która skłaniała raczej do spacerów niż do zakupów. Podczas niehandlowych niedziel drobne zakupy, produkty, o których zapomniano, klienci kupują w niewielkich sklepikach obsługiwanych przez właścicieli. Robią też więcej zakupów na stacjach benzynowych. Zaopatrujące je hurtownie odnotowują większe zamówienia w poniedziałki, co świadczy o sporym ubytku towarów podczas weekendu. Zaledwie niewielkie problemy dla klientów, w związku z wprowadzeniem zakazu handlu, przewidywało biuro badawcze CRM zaznaczając, że przed wejściem w życie ustawy w sklepach małoformatowych do 300m2 na ostatni dzień tygodnia przypadało średnio nieco ponad 9 proc. wszystkich transakcji i podobna część obrotów. W supermarketach w niedzielę przez kasę przechodziło również około 9 proc. paragonów, które odpowiadały za niespełna 9 proc. tygodniowych obrotów. Jak widać, już wówczas większość klientów nie szła do „spożywczego” w ten wolny od pracy dzień. Teraz jest podobnie. Jednak to, że w niektóre niedziele sklepy są otwarte dezorientuje klientów. Cześć z nich jest zadowolona, ale większość deklaruje, że po prostu wykreśliła sobie ten dzień z planu zakupów już na stałe.

SKLEPY

Właściciele małych sklepików są z tej zmiany zadowoleni. Sami stoją za ladą i w niedziele sporo zarabiają. W niektórych miejscowościach twierdzą nawet, że właśnie wolny od handlu dzień przynosi im największe w tygodniu dochody. Jak podało CMR „w dwóch pierwszych tygodniach, w których obowiązywały ograniczenia handlu, w niedziele otwartych było około połowy sklepów małoformatowych. Mimo to łączna sprzedaż w sklepach tego formatu była wyższa niż w dwóch poprzedzających ten okres tygodniach, natomiast w supermarketach pozostała na niemal tym samym poziomie. W mniejszych placówkach wyraźny wzrost zarówno liczby transakcji, jak i wartości sprzedaży, odnotowano w pierwszym tygodniu obowiązywania nowych przepisów. Duży wpływ miała na to pogoda – weekend był ciepły i pogodny, co zachęcało do spacerów, a także impulsowych zakupów piwa czy napojów. W drugim tygodniu z powodu chłodnej i wietrznej aury sprzedaż była już niższa”. W sklepach do 300m2, w których zatrudniani są pracownicy, pojawiają się dwie opcje. Właściciele nie rozpaczają z powodu zakazu, zamykają sklepy w niedzielę i cieszą się, że ich pracownicy mogą przebywać z rodzinami. W innych sklepach, właściciel i jego rodzina stają za ladą, obsługują klientów. Oni mają ciężej, bo oprócz normalnego tygodnia pracy podochodzi im jeszcze pełna wysiłku niedziela. Niestety nie mogą z niej zrezygnować, bo walczą o przetrwanie na rynku. Dyskonty i supermarkety prześcigają się w promocjach, kładąc nacisk na ofertę piątkową i sobotnią. Pragną przyciągnąć w te dni klientów np. cenami bez VAT, wyjątkowymi towarami, specjalnymi obniżkami dla stałych bywalców. Wydłużono też czas pracy tego typu sklepów. Na stacjach paliwowych handel napojami, alkoholem i innymi produktami spożywczymi w niedziele kwitnie. Trafiają tam zarówno specjalnie wydelegowani po zakupy domownicy jak i kupujący „przy okazji” tankowania. Jak podało TVN: „grupa Lotos w drugim kwartale br. zanotowała bardzo wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży artykułów pozapaliwowych, zwłaszcza alkoholi i napojów bezalkoholowych. W okresie trzech miesięcy sprzedano towary za ponad 132,5 mln zł, co stanowi wzrost sprzedaży aż o 23 procent rok do roku”. Te tendencje potwierdzają przedstawiciele ORLENu, odnotowując spore wzrosty obrotów sprzedaży artykułów spożywczych w niedziele niehandlowe.

PIERWSZY WYROK

W maju Sąd Rejonowy w Bartoszycach (Warmińsko-Mazurskie) uznał właścicielkę sklepu za winną, ale odstąpił od wymierzenia kary. Sklep ze sprzedażą alkoholu, hot-dogów i Lotto obsługiwany był przez zatrudnionych pracowników. Właścicielka umówiła się ze swoimi pracownicami, aby założyły działalność gospodarczą i pracowały u niej w niedziele jako obce firmy świadczące usługi. Uznała też, że jej główną działalnością od pewnego czasu jest punkt Lotto i dlatego może działać w niedziele. Niestety nie zgłosiła tej zmiany w porę we wpisie do ewidencji działalności gospodarczej (PKD). Dlatego w dniu, w którym kontrolowali sklep inspektorzy PIP, był to sklep spożywczy. Sąd nie wymierzył kary, by edukować, a nie piętnować.

KOMENTARZE

Z korzyścią dla małych

W niedzielę sama stoję za ladą. Klienci przychodzą, cieszą się, że sklep jest otwarty. Więcej osób robi zakupy w pierwszej połowie dnia. Najczęściej kupują słodycze i ciasta. Przychodzą też po warzywa i owoce. Pomimo tego, że sklep jest położony na wsi, nie wszyscy mają ogródki warzywne i nie zawsze uprawy się udają. Obrót w niedzielę jest zadowalający. Tylko w niewielkiej części są to zakupy podstawowych produktów spożywczych. Gdy jeszcze jest ciepło klienci są zainteresowani też zimnymi napojami i lodami. A gdy idą na pobliski cmentarz, to wiedzą, że tu można kupić znicze. Dla mnie zakaz handlu w niedziele, dotyczący większych sklepów, jest korzystny – mówi Dorota Boguszewska, właścicielka małego sklepu w Wyszkowie k. Węgrowa.

Dla nas wolne od handlu niedziele to duża zmiana na lepsze. Niedziela to faktycznie jedyny dzień, gdy razem z mężem możemy usiąść do stołu. W tygodniu pracujemy, wracamy do domu o rożnych porach, posiłki jadamy oddzielnie. Choć mieliśmy dni wolne w zamian za pracujące weekendy, to brakowało tych wspólnie spędzonych godzin. Mąż pracuje też od wczesnego rana, ale rożnie kończy, pracuje także w soboty. Do sklepów nie chodzimy w niedziele, bo mamy ich dość w ciągu tygodnia – mówi pracownica sklepu spożywczego.

Branża FMCG ma się dobrze

Tradycyjnie szczyt zakupowy w marketach i dyskontach to piątkowe popołudnie oraz sobota. Wtedy Polacy robią większe zakupy na cały tydzień. To się nie zmieniło, może oprócz tego, że kupują jeszcze więcej niż dotychczas, czyli na zapas. Zmiana ta wynika m.in. z intensywnej polityki reklamowej największych sieci handlowych. Według danych Kantar, suma wydatków reklamowych pięciu graczy o największym budżecie (Lidl, Biedronka, Kaufland, Carrefour i Tesco) wzrosła w pierwszym kwartale o 20 proc. r/r. Dane GUS pokazują, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy dynamika sprzedaży powinna być dla branży satysfakcjonująca. W tym czasie była ona wyższa średnio o 6,8 proc. niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Nasze szacunki pokazują, że przychody osiągane przez sprzedawców w niedzielę stanowiły około 10 proc. przychodów osiąganych w ciągu całego tygodnia. Wyniki finansowe za ostatnie półrocze pokazują, że zakaz handlu w niedzielę był neutralny dla sporej grupy spółek z tego sektora, dla części z nich zaskakująco pozytywny, choć głownie ze względu na redukcję zatrudnienia. Jest to jednak zbyt krotki okres, by wyciągnąć wiążące wnioski. Nowego systemu uczą się zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci – mówi Ewa Białek, Dyrektor Biura Handlu i Usług w DNB Bank Polska.

W związku z tym, że niedziele nie są handlowe to jest nam trudniej i ciężej. Trochę większe utargi w sobotę i w piątek nie rekompensują obrotów z turystycznej niedzieli. Ruch poniedziałkowy utrzymuje się taki jak uprzednio. Trochę czasu musi upłynąć, zanim każdy się przyzwyczai do nowego trybu zakupów, gdy każda niedziela będzie niehandlowa. W miejscowościach turystycznych nie powinno być takich ograniczeń. Gdy jest więcej sklepów to można wyznaczyć rotacyjne otwieranie punktów. Jeśli większe sklepy otwiera właściciel i sam sprzedaje, patrzy co mu ukradną. Coś zarobi, ale ile straci to sam do końca nie wie. Restauracje i bary w miejscowościach turystycznych są bardzo w niedziele oblegane, a ich pracownicy są bardzo zmęczeni i mają serdecznie dość – mówi właściciel kilku sklepów w miejscowościach turystycznych.

Zmiany są niewielkie

Za względu na zakaz handlu w niektóre niedziele zauważyliśmy pewne zmiany na początku obowiązywania tego prawa, teraz już nie. Ludzie się przyzwyczaili, planują sobie wcześniejsze zakupy. Obserwujemy tylko zwiększone zamówienia od stacji benzynowych w poniedziałki po nie-handlowej niedzieli – mówi Wiesława Kłósek, właścicielka Hurtowni Kawon z Żelisławic