Szukaj:


Czwartek, 22 Lutego 2018




 
2010-03-17

Polska schabowym stoi


O racjonalnym odżywianiu, diecie Polaków i narodowej niechęci do nowości
w jadłospisie rozmawiamy z Barbarą Dąbrowską-Górską, specjalistą ds. żywienia
człowieka z Poradni Dietetycznej Dietosfera w Warszawie.

 

Życie Handlowe: Czym jest zdrowe i racjonalne odżywianie?
– Zależy jak na to spojrzymy. Z czysto fizjologicznego punktu widzenia chodzi o dostarczenie
odpowiedniej porcji energii, podstawowych składników odżywczych (białko, węglowodany, tłuszcze) i związków aktywnych, czyli witamin i minerałów. Natomiast statystyczny Polak niestety nie wykazuje się
dużą wiedzą żywieniową, nie zna podstawowych pojęć, w związku z tym racjonalne odżywianie
sprowadza się do regularnego spożywania posiłków.
A dieta? Większość z nas utożsamia ją z odchudzaniem, z ograniczeniem spożywanych
kalorii.

– Z języka greckiego słowo dieta oznacza styl życia. Obecnie znaczenie tego słowa
zostało zawężone do kwestii żywieniowej, a następnie jeszcze bardziej ograniczone do
kwestii związanych z odchudzaniem, z czymś rygorystycznym, nieprzyjemnym, z utratą masy
ciała. Pierwotnie było to o wiele szersze pojęcie. Obejmowało cały zdrowy styl życia, łącznie
z aspektami emocjonalnymi i duchowymi.
Czy tworząc swój jadłospis, budując indywidualną dietę musimy kierować się ściśle
określonymi zasadami, czy możemy pozwolić sobie na instynktowny wybór pokarmów?

– Można żyć bez ogromnej wiedzy żywieniowej i bez świadomości, że w chlebie jest
i białko, i węglowodany, i tłuszcz. Trudno jest w obecnych czasach jeść instynktownie, bo
jesteśmy na co dzień atakowani reklamami i pewne rzeczy są nam podświadomie narzucane.
Tego nie możemy uniknąć. Jesteśmy pod dużym wpływem producentów żywości.
Ponieważ obecnie jest bardzo dużo żywności przetworzonej, nie do końca możemy się odżywiać
instynktownie. To byłoby możliwe, gdybyśmy żyli jak ludzie pierwotni i mieli dostęp tylko
do tego, co można zebrać, złowić albo złapać. Natomiast my powinniśmy spożywać pokarmy
ze wszystkich grup spożywczych. Więc powinny to być i warzywa i owoce, i produkty zbożowe,
i mięso i ryby, w niewielkich ilościach tłuszcze, zarówno roślinne, jak i zwierzęce, no
i – jako niewielki dodatek – słodycze i przekąski. To jest nasza piramida żywieniowa. W ramach
poszczególnych grup musimy pamiętać o tym, że z warzyw nie tylko mamy wybierać pomidory,
z owoców nie tylko jabłka. Istotne jest, żeby z każdej grupy próbować różnych rzeczy.
Jeśli ktoś ukocha banany, nie powinien ich jeść przez 3 miesiące 2 razy dziennie. Może będzie
mu to smakować, ale nie dostarczy sobie w ten sposób wszystkich potrzebnych składników
odżywczych. Tylko różnorodność jest w stanie mu to zapewnić.
A zatem przygotowując potrawy i dokonując wyborów w sklepie, przede wszystkim
musimy kierować się różnorodnością. Zastanawiam się jednak, czy my Polacy lubimy
eksperymentować z nowościami?

– Polacy mają to do siebie, że ciągle jedzą swoje ukochane dania, np. schabowego
z ziemniakami i surówką, czasem pojawia się pomidorowa, rosół i kurczak, czyli nasze standardy.
Niestety, cały czas boimy się nowości, a mamy w tej chwili bardzo duży wybór, duże
możliwości podróżowania, zakupu produktów importowanych z innych krajów, i nie musimy
ograniczać się w diecie wyłącznie do naszej szerokości geograficznej. Pamiętajmy jednak,
że najkorzystniej jest jeść produkty sezonowe, czyli to, co rośnie u nas w kraju w danym momencie.
To charakteryzuje się najwyższą wartością odżywczą. Nie powinniśmy się jednak
zamykać. Skoro możemy próbować kuchni tajskiej, japońskiej, włoskiej czy francuskiej, to
róbmy to. Odżywianie to nie tylko sposób na dostarczenie paliwa do organizmu. Odżywianie
to także ogromna przyjemność. Nie warto sobie tego odbierać. Wszystko jednak zależy od ilości,
w których spożywamy pokarmy.
Z tym chyba mamy poważny problem…
– My ciągle jesteśmy ewolucyjnie nastawieni na to, że jeśli mamy pożywienie, to musimy
je zjeść, bo gdzieś w mózgu jest zakodowane, że nie wiadomo kiedy będą następne
łowy… A przecież w tym momencie łowić nie musimy, polować również, bo możemy wyjść
z domu do sklepu i kupić wszystko, co nam się żywnie podoba. Niemniej jednak
organizm ewolucyjnie nastawiony jest na wykorzystanie wszystkich mechanizmów
do gromadzenia tkanki tłuszczowej, bo np. będzie ciężka zima. Cały
czas zachowujemy się tak, jakbyśmy chodzili w skórach i futrach z upolowanych
zwierząt. My, dietetycy, walczymy z tym. Niestety, środowisko, w którym
żyjemy, sprzyja tyciu. Mamy zakodowane, że pełny talerz należy opróżnić.
To jest również kulturowo uwarunkowane. Przecież nie wypada zostawić
jedzenia na talerzu… Jedna rzecz to ewolucja, inna to kwestia kulturowa,
a pozostaje jeszcze fizjologia. Uczucie sytości może pojawić się dopiero po
20 minutach. Inaczej czuje się smak jedzenia jedząc powoli, inaczej odczuwamy
sytość. Żołądek ma ograniczoną pojemność. Jedząc sukcesywnie coraz
większe porcje możemy go wspaniale rozciągnąć do wielkości wiaderka.
W takim przypadku nie ma też mowy o sygnałach z żołądka, bo żołądek ma
ogromną objętość i jest w stanie dużo pomieścić. Ale nad tym można zapanować.
Jak zatem odżywiają się Polacy? Czy mamy świadomość, że popełniamy
tak dużo błędów?

– Dotarłam do danych (od red. – „Trendy w zwyczajach żywieniowych
Polaków”. Edycja 2009, IPSOS), które mówią, że 75% Polaków uważa,
że odżywia się zdrowo. To naprawdę ogromny optymizm. Synonimem zdrowego
odżywiania jest dla naszych rodaków ukochany schabowy i jedzenie
3 posiłków dziennie. Nie zgadza się to z założeniami zdrowego odżywiania,
bo 3 posiłki to zdecydowanie za mało. To powinno być co najmniej 5. A schabowy
to nie najlepszy wybór, bo jest daniem tłustym i kalorycznym. Polacy
chętnie podjadają między posiłkami: słone przekąski, drożdżówki. Ale co ciekawe,
podjadania nie uważają za posiłki. I tak jak wspomniałam już wcześniej:
Polska schabowym stoi.
Możemy mówić o konkretnym typie konsumenta w Polsce?
– Z pewnością jest duża różnica między zwyczajami żywieniowymi
w dużych miastach, mniejszych miejscowościach i na wsi. Polski konsument,
zwłaszcza na wsi, odżywia się dość tradycyjnie. I pokazuje to właśnie jego obiad,
składający się z mięsa, ziemniaków i surówki, bo ryż to już za duża odmiana
i udziwnienie. Rucola czy szpinak nie mają szans na wsi, a przecież można to
zmienić. Może to właśnie jest szansa dla właścicieli sklepów. Może warto zacząć
od półki, edukując klienta i pokazując nowości. Jednak póki co polski jadłospis
to ziemniaki, białe pieczywo, mięso.

I jak pokazują badania IPSOS-u: czarna herbata i cukier.
– Polska jest krajem o bardzo dużym spożyciu czarnej herbaty. I wbrew
pozorom to wcale nie jest źle. Gorsze jest to, ile cukru wsypujemy do tej herbaty
– minimum 2 łyżeczki. A często i więcej.
Czy chętnie sięgamy po tzw. żywność funkcjonalną?
– Żywność funkcjonalna ma swoją definicję. Określa się tym mianem
pokarm, który może być elementem codziennej diety, ale zawiera w swoim
składzie związek mający prozdrowotny wpływ na organizm. Polak nie ma
świadomości jej wartości i nie wie, co to jest. Jeśli się nią interesuje, to tylko
za sprawą reklamy. Coraz częściej pojawiają się produkty wzbogacone
w kwasy omega. To korzystny trend, bo Polakom daleko jest do odpowiedniego
spożycia nienasyconych kwasów tłuszczowych. Brak jest kampanii
edukacyjnych. Najczęściej żywność wzbogacana jest w probiotyki,
kwasy omega-3. Ważną rolę mogą też odegrać produkty wzbogacone
w sterole roślinne, z tym że trzeba znowu mieć świadomość, że nie wystarczy
kupić sobie produkt tego typu, żeby obniżyć cholesterol.

Od kilku lat, mimo niechęci do nowości i eksperymentów, zachodzą jednak zmiany w naszym sposobie odżywiania. Widać to chociażby w ofercie sklepów, która również poddała się trendom.
– Zmiany zachodzą, ale przede wszystkim w przypadku dużych miast.
To istotnie widać w asortymencie sklepów, szczególnie delikatesowych,
gdzie oferta jest bardzo bogata. Musimy za to oczywiście więcej zapłacić, ale
mamy możliwość wyboru ciekawych, nowych produktów. Przeciętny mieszkaniec miasta ma większą świadomość żywieniową. Umieramy na choroby związane ze sposobem żywienia. Dwie
najczęściej stwierdzane przyczyny zgonów w Polsce to choroby nowotworowe
i serca. I na obie sposób odżywiania ma ogromny wpływ. Poprzez
zmianę świadomości żywieniowej jesteśmy w stanie wiele zdziałać. I tu
upatruję również istotną rolę handlu. Rozszerzając i wzbogacając ofertę detaliści
wyedukują sobie klienta zainteresowanego nowinkami.
Może zmiana świadomości żywieniowej pomoże nam walczyć
z otyłością, która również w Polsce staje się coraz większym problemem.

– Jest to niewątpliwie mniej drastyczne niż w USA czy Wielkiej Brytanii.
Niemniej jednak nadwaga i otyłość dotyczą już ponad połowy Polaków.
I ten trend ma tendencję wzrostową. Możemy się więc spodziewać, że za
30 lat także i u nas ponad 70% ludności będzie miało problem z nadmierną
masą ciała. Powinnam się pewnie z tego cieszyć, bo dietetycy mają dzięki
temu co robić, ale przerażające jest to, że stan zdrowia Polaków będzie się
w związku z tym stale pogarszał. I nie dotyczy to wyłącznie dorosłych, ale
także dzieci.
Jakich pokarmów brakuje w naszej diecie najbardziej?
– W naszej diecie brakuje nieprzetworzonych produktów zbożowych. Jesteśmy
fanami białego pieczywa, ziemniaków, jeżeli jemy ryż – to zazwyczaj
biały, a zapominamy, że ryż może być brązowy, że makaron jest również razowy,
że ziemniaki możemy zastąpić kaszą, zaś chleb pszenny – razowym. W menu
Kowalskiego brakuje także świeżych warzyw i owoców. Jeżeli już, to są to kiszonki,
produkty przetworzone lub z puszek. Ale świeżych ciągle jest za mało. Jemy też
bardzo mało ryb. Najwięcej spożywamy ich w okresie świąt Bożego Narodzenia.
Wtedy najchętniej sięgamy po karpie i śledzie. Jest kilka miesięcy w roku, kiedy
Polak w ogóle ryb nie je, a powinien spożywać je 2–3 razy tygodniowo.
Dlaczego tak istotne jest spożywanie ryb? Jaka jest rola ryb i ich
przetworów w naszej diecie?

– Ryb nic nie jest w stanie zastąpić. Nie ma takiej drugiej grupy produktów
spożywczych, która dostarczałaby kwasów nienasyconych omega-3 w takiej
ilości, jak ryby tłuste. Możemy oczywiście zjeść kapsułkę tranu i ci, którzy
nie lubią ryb, powinni to robić. Kwasy omega-3 to świetny sprzymierzeniec
w walce z chorobami serca i układu krwionośnego, ale np. ostatnie badania
pokazują, że mogą się także sprawdzić jako substancje wspomagające leczenie
depresji. Działają przeciwzapalnie. Spełniają rolę tzw. hormonów międzytkankowych,
czyli oddziałują na niewielkiej powierzchni, ograniczając procesy zapalne.
Kwasów omega-3 w diecie Polaków praktycznie nie ma. Poza tym ryby
to pełnowartościowe białko, witamina A, witamina D, selen, fosfor, wapń. Jeżeli
zjadamy np. sardynki, które spożywa się ze szkieletem, to jest to potężna dawka
wapnia. Ryby są wartościowym pokarmem bardzo w Polsce zaniedbywanym.
Mają specyficzny smak i nie wszystkim to odpowiada, mimo to warto z nimi
poeksperymentować. Nie wszystkie ryby musimy panierować i smażyć, bo
są jak gąbka na tłuszcz – trzeba pamiętać, że można je przygotować na parze,
w folii lub na grillu. Nie musimy też w kółko jeść śledzi i chudych ryb
z białym mięsem typu mintaj czy dorsz. Sklepy mają przecież nam teraz tyle do
zaoferowania.
Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dorota A. Warowna






Komentarze:



Przeboje FMCG 2017



2018-02-22
2018-02-15
2018-02-13


Newsletter





O portalu | Reklama | Kontakt | Polityka prywatności | Mapa serwisu created by Visualteam


artykuły spożywcze | branża fmcg | fmcg | franchising | gazeta fmcg | handel w polsce | poradnik handlowca
merchandising | sieci handlowe | sklepy spożywcze | wyposażenie sklepu