Szukaj:


Wtorek, 22 Sierpnia 2017



Gdzie najczęściej robisz zakupy?

Makro
Selgros
Hurtownia regionalna
Operator ogólnopolski
Nigdzie, same przyjeżdżają

Raport z regionu

2017-03-16

Koguty bez cenzury


– Dzisiaj nie wystarczy już upiec pyszne ciasto. Znam świetne lubelskie cukiernie, które mają znakomite pieczywo i dobrej jakości produkty, ale nie potrafią zadbać o marketing. Trzeba umieć snuć opowieść, która sprawi, że firma stanie się rozpoznawalna. My postawiliśmy na koguta – opowiada Iga Sarzyńska.





Jak się nie będziesz uczył, to zostaniesz piekarzem - powtarzał tacie Ani (z wykształcenia farmaceutki) i Igi Sarzyńskich, zarządzających dziś rodzinnym biznesem, ich dziadek. Tata Cezary Sarzyński ukończył Politechnikę Wrocławską, a i tak został jak jego ojciec piekarzem. Choć wcześniej przez rok pracował jako inżynier we Francji, a po powrocie do Polski był dyrektorem firmy Spomasz w Bełżycach. Iga jako dziecko lubiła pomagać rodzicom w piekarni.– Dziś pracownicy porównują mnie do taty, bo podobnie jak on mam wizję tego, jak powinna działać rodzinna firma, żeby stać się liderem na rynku i z czasem przejść w ręce kolejnych pokoleń – mówi.
     
Opowieść, na którą postawiła rodzina
„Najlepsze pierniki na świecie pieką w Kazimierzu” głosi artykuł zamieszczony w „Gazecie Puławskiej” w grudniu 1999 roku. Jesienią tego roku Cezary Sarzyński podczas konkursu w Holandii zdobył tytuł mistrza świata w kategorii pierników klasycznych, sporządzonych na bazie miodu, ziół i mąki żytniej. Jury zachwyciło się smakiem ciasta, które ulepione było w kształcie koguta.

– Kazimierski kogut to jedna z najbardziej znanych legend tego regionu. Opowiada o starym i mądrym kogucie, który przechytrzył diabła. Na pamiątkę tej legendy prababcia i pradziadek, a także inni piekarze z Kazimierza, od lat wypiekali koguta. Ale to mój tata jako pierwszy dostrzegł w tym potencjał marketingowy. Zaczął jeździć po świecie i wszędzie zabierał ze sobą koguta. Nic dziwnego, że bardzo przeżyliśmy dzień, w którym Urząd Patentowy na wniosek Stowarzyszenia Kupców i Przedsiębiorców odebrał nam ten znak towarowy, a półtora roku temu wręcz zakazał jego wypiekania. Za naszymi plecami stowarzyszenie uzyskało wyłączność na dwa wzory koguta. To prawda, że zaprosili nas do współpracy, ale w zamian za możliwość wypiekania koguta kazali sobie płacić. Pieniądze rzekomo miały iść na reklamę tego produktu, a przecież to nasza rodzina od lat jest związana z jego produkcją i reklamą na całym świecie. Dlatego płacenie za zgodę na wypiekanie czegoś, co sami stworzyliśmy, traktujemy jako haracz i nie godzimy się na to.

Aby się wyróżnić, rok temu Sarzyńscy wprowadzili nową kolekcję kogutów – piękniejszych, droższych, atrakcyjnych jako prezenty. – Nie poddamy się, bo to dzięki naszej promocji kogut stał się symbolem miasta – kwituje Iga Sarzyńska. Dodaje, że odebranie praw do koguta to podważenie wszelkich działań Cezarego Sarzyńskiego, które zawsze miały na celu wypromowanie Kazimierza w Polsce i za granicą. Mimo wzrostu cen zbóż i rosnących kosztów utrzymania pracowników, cena koguta u Sarzyńskich wynosi 6 złotych. Od 15 lat wciąż pozostaje taka sama.

Przeszkoda w biznesie?
Z roku na rok na Lubelszczyźnie, podobnie jak i w całej Polsce, maleje spożycie pieczywa. Z danych GUS wynika, że na terenie województwa lubelskiego w 2005 roku jedzono około 9 kg pieczywa i produktów zbożowych miesięcznie, natomiast dziesięć lat później liczba ta spadła do 6,5 kg. Warto zaznaczyć, że na tle innych województw w Polsce i tak jest to raczej wysoki poziom. – Wśród ludzi panuje stereotyp, że pieczywo tuczy, a dzisiaj każdy chce być fit – tłumaczy Sarzyńska. Mimo to pieczywo, w którego procesie tworzenia używa się zamienników, choć nie jest zdrowe i tuczy, ludzie kupują ze względu na jego niską cenę. Renomowane piekarnie na takie ceny nie mogą sobie pozwolić. Jeśli wziąć pod uwagę czas i energię, które trzeba włożyć w pieczenie pełnowartościowego chleba, dwa złote za bochenek to za mało. Do tego dochodzą jeszcze wysokie koszty utrzymania maszyn piekarskich: pieców, dzielarki, miesiarki czy wałkowarki (np. miesiarka, która służy do mieszania składników, kosztuje 30 tys. zł).

– Ceny na ścianie wschodniej za pieczywo czy wypieki i tak są zdecydowanie niższe niż na przykład w Mazowieckiem, dlatego pary z Warszawy często zamawiają u nas torty weselne. Jakościowo robimy je na podobnym poziomie, natomiast między cenami jest przepaść – twierdzi Iga Sarzyńska. – U nas za tort weselny dła 250 osób klient zapłaci już ze wszystkimi ozdobami 2 tys. zł, a w cukierni warszawskiej cena ta może być nawet około tysiąca złotych wyższa.
Kolejnym utrudnieniem dla piekarzy jest zanotowany w ciągu ostatnich 10 lat prawie dwukrotny wzrost ceny zbóż. W lubelskim za 1 dt pszenicy w 2005 roku płacono 50 zł, obecnie cena wzrosła do nieco ponad 62 zł. Podobnie jest z żytem (2005 r. – 25 zł, 2015 r. – 44 zł), jęczmieniem (2005 r. – 36 zł, 2015 r. – 61 zł) i owsem (2005 r. – 25 zł, 2015 r. – 42 zł). Wysokie ceny, konkurencja i coraz niższe spożycie pieczywa prowadzą do upadku kolejnych piekarni. W ciągu trzech lat (2008–2011) ich liczba w Polsce spadła z 12,5 tys. do 11,6 tys., a obecnie szacuje się ją na ok. 9 tys. Istnieją jednak sposoby na to, aby nie dać się konkurencyjnym supermarketom i – jak pokazuje przykład rodziny Sarzyńskich – prężnie budować własną markę.

Jak pokonać konkurencję?
W walce o przetrwanie na rynku lubelskich piekarni oprócz jakości sprzedawanego produktu i stworzonej wokół niego historii mają znaczenie także inne czynniki. Niewątpliwym plusem jest lokalizacja – Pracownia Artystyczna Piekarnia Sarzyński położona jest w samym sercu Kazimierza Dolnego nad Wisłą, który jest perłą architektury, choć – jak zauważa Sarzyńska – zimą i późną jesienią niewiele się tu dzieje. Kazimierz bowiem jest bardzo sezonowy: w weekendy oblegany, w dni powszednie przysypia. Zatrudnionym (ok. 80 osób), którzy pracują codziennie, w weekendy trudno się przestawić.

– Dlatego sami musimy stworzyć ruch – tłumaczy Sarzyńska. – Wymyśliliśmy weekendy tematyczne, czyli na przykład w sezonie truskawkowym wszystkie ciastka robimy w klimacie truskawkowym. Późną jesienią przygotowujemy wystrój dyniowy, a na święta mamy weekend piernikowy, podczas którego prezentujemy ozdoby i torty rozgrzewające, a także organizujemy warsztaty piernikowe dla dzieci. Dzięki temu mimo mroźnej pory i zimowych dni całe rodziny przyjeżdżają do nas na warsztaty. Zapach truskawek albo pieczywa świetnie pobudza konsumpcję. Do tego kawa i dorośli przy okazji warsztatów zostawiają w kasie sporo pieniędzy.
Nie mniej ważny od lokalizacji – według Sarzyńskich – jest wygląd piekarni, dbałość o wnętrze. Podczas ostatniego remontu wymienili całą elektrykę, tynki i oświetlenie. Przemalowali ściany, bo kolory mają duże znaczenie, a te piekarsko-cukiernicze muszą być ciepłe i nawiązywać do produktów. Dobrze, kiedy w wystroju pojawiają się też drewno, żywe kwiaty i kolory natury. – Odkąd podnieśliśmy standard naszych wnętrz i dbamy o przedstawianie naszych produktów, zanotowaliśmy wzrost sprzedaży o połowę – wylicza Iga.

Nowe produkty są ważne
Każdego roku Sarzyńscy prezentują nowe produkty. Inwestują w sesje zdjęciowe i powiększają portfolio. – Gdyby nie to, że pokazuję moje ciasteczka w pięknych aranżacjach, nigdy bym ich nie sprzedała w tak dużej liczbie. Większość cukierni robi swoje zdjęcia na płytkach albo w ogóle nie zwraca uwagi na tło. Tymczasem nawet najpiękniejszy tort pokazany na betonie, nie zwróci uwagi klienta. Dzięki takiej wizji firmy, prasa i media interesują się naszą piekarnią. Od czasu do czasu jesteśmy nawet na okładkach gazet tematycznie związanych z kuchnią i wypiekami. Później do piekarni przychodzą klienci i kupując nasze pierniczki, chwalą się, że już je widzieli w gazecie.

Można dzielić się z innymi
Na przełomie lutego i marca wydana zostanie książka Igi Sarzyńskiej „Moje cztery pory roku”, w której znajdziemy
27 pomysłów na dekoracje wypieków, podzielonych według kalendarzowych pór roku. Są tam więc m.in. pisanki, pachnący groszek, babeczki dyniowe czy piernikowe chatki. Autorka chętnie dzieli się swoimi pomysłami bo – jak twierdzi – za pół roku wymyśli już zupełnie co innego. Dedykacja jest listem do taty, w którym Iga pisze żartobliwie: „Tato, jestem pewna, że moja autorska wersja kazimierskiego koguta przypadłaby Ci do gustu. Umieściłam go w rozdziale Wiosna, bo wtedy wszystko budzi się do życia” .
– Musiałam wspomnieć o kogucie – wyjaśnia Sarzyńska. – Był moment, kiedy bardzo zaangażowałam się w budowanie marki i trochę o nim zapomniałam. Pracownia zaczęła odnosić sukcesy dzięki pierniczkom, a zagraniczne magazyny publikowały nasze piękne torty. Przyznaję, że wtedy porzuciłam koguta. A to przecież był owoc ciężkiej pracy i talentu taty, który dokładnie wiedział, co należy zrobić, aby przebić się przez konkurencję i uczynić firmę wyjątkową. Już nigdy koguta nie porzucę.

AGNIESZKA SZWAJGIER






Komentarze:



Przeboje FMCG 2017



2017-08-22
2017-08-22
2017-08-17


Zbuduj więź z klientem

Żeby długotrwale przywiązać konsumenta do marki, a klienta do sklepu, trzeba stworzyć z nim więź, wejść w relację, dialog. Posłuchać jego potrzeb, oczekiwań, i próbować na nie odpowiadać…

Dłuższe życie wózka

Boczna wymiana akumulatora w wózku widłowym, której prekursorem była firma Still jest stosowana coraz powszechniej. Nic dziwnego, taka czynność jest znacznie wygodniejsza i bezpieczniejsza niż tradycyjna metoda z dźwigiem


Newsletter





O portalu | Reklama | Kontakt | Polityka prywatności | Mapa serwisu created by Visualteam


artykuły spożywcze | branża fmcg | fmcg | franchising | gazeta fmcg | handel w polsce | poradnik handlowca
merchandising | sieci handlowe | sklepy spożywcze | wyposażenie sklepu